motto
ponad
gwiazdami
szukam
własnego
nieba
być w stosunku do ciebie kamp
krowy
już odlatują
na
księżyc
i
zaczyna się jesień
tak
bardzo chcę
być
w stosunku
do
ciebie kamp
dlaczego
ty
nie
jesteś kamp
w
stosunku do mnie?
codziennie
wieczorem
chór
kotów śpiewa
pod
moim oknem
requiem mozarta
tak
bardzo chcę
być
w stosunku
do
ciebie kamp
dlaczego
ty
chcesz
mnie zasuszyć
jak
liścia
w
moim własnym tomiku?
kobiety
dzieci i poeci
powiewając
chorągwiami
długich
włosów
idziemy
- moonwalk catwalk
armia
michaelów jacksonów
i
modelek na emeryturze
w
coś wierzymy
coś
jest z nami
nie
w porządku
tak
naprawdę
to w
wielkim stylu
uciekamy
- przodem
kobiety
dzieci i poeci
w
szkatułce z drobiazgami
w
szkatułce z drobiazgami
- tak
już muszę żyć
ty z
takim rozmachem
że
się drzewa uginają
ja
znowu się zaplątałem
w
koralikach
codziennie
wieczorem
uchylasz
wieczko
a ja
daję ci wiersze
pisane
na starych
znaczkach
pocztowych
mein kamp
przy
świetle lampy lawowej
piszę
wiersz który ma być
rozpieszczoną
dziewczynką
wachlarzami
z pawich piór
chłodzą
mnie cztery karły
ubrane
w wyszywane złotem kubraczki
piszę
na scenie teatru – co chwilę
podnosi
się i opada kurtyna
po
każdym wersie bije mi brawo
cała
sala dobrze opłaconych klakierów
kosmiczna
gastronomia
gdybyś
mi uwierzył
ja
mógłbym zaczerpnąć
cedzakiem
trochę gwiazd
i
wrzucić sobie do zalewajki
gdybyś
mnie wyszydził
ja
mógłbym pokroić
na
plasterki księżyc
i
zrobić sobie kanapkę
ale
ty jesteś tak okrutnie obojętny
więc
robię sałatkę
z
wszystkich planet
naszego
układu słonecznego
deszcz
pomiędzy
moje
marzenia
jak
bańki mydlane
twoje
życiowe plany
-
wystrzelone kule armatnie
spaceruję
pośród chmur
na
dole pada deszcz
- ty
mokniesz
ja
jeszcze nie spadłem
lovely
…
we’re so
i w
nocy
zapalamy
słoneczka
na
końcach
papierosów
i
nasze
błękitem
splamione
podpaski
albo
nocne
zmazy
-
wiesz co
kochałem
się
z
dziewczyną
ze
snu
i
jeszcze
dusze
mamy
jak
ciasteczka
z
kremem
-
cieknie ślinka
diabłom
oblizują
się
anioły
a my
tylko
uśmiechamy
się
do
siebie
porozumiewawczo
-
lovely
tak
po prostu
jestem
mężczyzną fatalnym
jestem
mężczyzną
fatalnym
– ja
nie będę
z
tobą chodził
ja
będę chodził
po
tobie
a
potem cię rzucę
na
pożarcie lwom
dziewczyn
w tym kraju
są
miliony
a ja
jestem jeden
misery
moja misery
misery
moja misery
ile
ciastek musisz
wepchnąć
mi do gardła
żebym
był taki jak ty
och
misery
ilu
ślicznym dziewczynom
poderżniesz
gardła
żebym
nie miał już
o
czym pisać
i
westchnął:
przytul
mnie
moja
misery
mystery
moja mystery
mystery
moja mystery
tej
tajemnicy
zapieczętowanej
uroczym
uśmiechem
na
twojej twarzy
nie
mnie już poznać
uciekłem
mystery
uciekłem
przed
wielkim
znakiem zapytania
do
miejsca pełnego
malutkich
wykrzykników
vogueu
vogueu
Wszyscy leżymy
w rynsztoku, ale
niektórzy z nas sięgają po gwiazdy.
Oscar Wilde
vogueu vogueu
człowiek taki sam
na tym świecie
jak palec boży
a nawet jeśli ktoś
po brzuchu poklepie
to i tak za mało
żeby się uśmiechnąć
z zębami
całe życie się pije
jedną cienką herbatkę
(lurę!!!)
to przynajmniej trzeba
posłodzić z dziesięć
łyżeczek
vogueu vogueu
ile wlezie żeby
na głowie łupież
się z brokatem
mieszał
***
i
ciągle musisz być
baletnicą
na wystawionym
języku
diabła
ja z
dna butelki
vermouthu
uśmiecham
się do ciebie
ty
kręcisz piruety
tańczysz
heavy
baba light
powiem
ci babo
że
do mnie to tylko
po
płatkach śniegu
albo
w upalne południe
cała
ociekająca potem
i
wtedy żebym był twój
to
tylko między wierszami
tuwima
albo za fraki
i
pod ołtarz
na
prostej w nocy
transgalaktyczna dziwko
nie tej nocy
i nie na tej planecie
na prostej w nocy
jest tak zimno
że wszyscy śpimy
w kożuchach
nawet pies
lubię pieprzyć się
w kosmosie
ale teraz muszę
mieć pieniądze
żeby kupić parówki
jutro na śniadanie
na prostej w nocy
jest tak zimno
że się pierdzi śniegiem
ale wakacje spędzę
wiele lat świetlnych stąd
cały schowany
w twojej wielkiej waginie
sen
na prima apirilis
siedzę
w głowie
wielkiego
robota
dziewczynom
które
mają
mnie za kogoś
więcej
niż jestem mówię:
zdejmij
majtki
rozwalam
to miasto
metalowymi
pięściami
żal
mi zdeptanego
przeze
mnie kwiatka
czy
pokochasz mnie
za
to że mam imię
i
rzucam cień
czy
mam siedzieć
w
tej maszynie
już
do końca?
bilecik
do piekła
bilecik
do piekła
-
tam sobie kurt
na
gitarze brzdąka
sam
siebie wyklinam
i
dobrze mi z tym
bo
skoro wszyscy
są
pajacami
to
ja chcę być
tym
najdurniejszym
święci
będą skakać
na
banji
do
tej otchłani
ja
proszę o kocioł
z
hydromasażem
o
trzeciej w nocy
kółko
ratunkowe
kółeczko
z dymu
topisz
się
w
kieliszku wódki
ja
całuję się
z
papierosem
już
nic do siebie
nie
mówimy
ale
nasi
aniołowie
stróże
właśnie
wypili
bruderszaft
fajna
impreza – co?
kochana
wypalam
cię na cd-r
kochana
dziś
wieczorem
wywołam
ducha freddiego
żeby
mi zaśpiewał
piosenkę
o raju
- na
keyboardzie
zagra
szymek
a
jeśli o piekle
daj
mi w mordę
kochana
wyzwij
od skurwieli
nie
mieścisz mi się
na
jednej płytce
niebo
wepchnę
ci to
jak
oddech
i
nie nie
nie
powiem:
gwiazdko
zabraniam
ci świecić
jeśli
zamieszkam
na
wsi
krowy
będę
na
niebie
wśród
obłoków
wypasał
jeśli
pojadę
do
nowego jorku
wypiję
bruderszaft
ze
statuą wolności
a
jeśli ty
gwiazdko
spadniesz
wypowiem
życzenie:
wszystkiego
najlepszego
dużo
zdrówka
prosiaczek
jestem
tylko złodziejem
mleka
w proszku
- ty
chcesz umówić się
ze
mną na randkę
a ja
mówię:
mam
fobię społeczną
jestem
tylko hannibalem lecterem
na wegetarianizmie
- ty
rozkładasz
przede
mną nogi
a ja
mówię:
mam
klaustrofobię
w głębi
duszy
ty
masz takie
męskie
realistyczne
postrzeganie
świata
a w
głębi duszy
jesteś
calineczką
ja
jestem strasznie
zdziecinniały
a w
głębi duszy
jestem
starcem
oni
są tacy
nieskomplikowani
w
głębi duszy
są
tacy
nieskomplikowani
morze czerwone
on
jak pies
merda
ogonem
między
moimi udami
to
jest dziura
w
całym
- ja
bardzo
przepraszam
co
miesiąc
przechodzą
przeze
mnie
tłumy
żydów
pod
przewodnictwem
mojżesza
zapach
miłości mojej
łatwiej
zdobyć
mount
everest
niż
ciebie
żeby
tak
słowiczy
śpiew
z
twojego gardła
wypływał
gdy tylko
otworzysz
usta
żeby
w nosie
wyrosły
ci konwalie
-
zapach miłości mojej
lady diamond
w
mojej kawie
tonie
titanic
poranny
papieros
osnuwa
mgłą
całą
okolicę
to
ja - lady diamond
nie
mogę dorównać
samej
sobie
bawię się w małą dziewczynkę
moje
lalki mają brody
piję
z nimi tanie wino
i
rozmawiam o sztuce
moje
misie dają mi na życie
co
wieczór kocham się
z
moją ulubioną maskotką
bawię
się w mała dziewczynkę
kiedy
trzeba bawię się w kobietę
mój drogi
mój
drogi
ty
taki
dowcipny
jesteś
- to
smutne
mój
pies
ma
chory brzuszek
mój
kochanek
ma
fobię społeczną
ty
mój drogi
zawsze
taki
uśmiechnięty
mogłabym
cię
postawić
na półce
obok
ozdobnych
szkatułek
- ty
jesteś
dla
mnie ważny
w
sposób
specyficzny
nora
węże
we mnie wpełzają
plują
białym jadem
gady
obrzydliwe
do
których
są
doczepione
ciała
mniej istotne
te
ciała mają imiona
- czasem
mnie to śmieszy
bo
ja uważam się
za
norę - nic więcej
twoje
kwiaty bez płatków
pan
pokrzywa
głaszcze
mnie
po
twarzy
zawsze
muszę być
w
twoich rękach
ostatnim
płatkiem
w
kocha/nie kocha
i
zawsze na nie
pan
bluszcz
wspina
się
po
moich nogach
twoje
kwiaty
bez
płatków
nie
mogłyby
mi
wystarczyć
nigdy
najdroższy to nieskrępowanie
najdroższy
to nieskrępowanie
stu
policjantów z kajdankami
za
drzwiami mojego mieszkania
och
przecież nie mówię
że
jak mi zimno
to
mnie na stosie spalić
bo
ja najdroższy bym wolała
jeden
twój całus w moje czoło
niż
kolejkę kochanków
do
mojego łóżka
pretty
woman
chłopcy
za oknem
grają
w koszykówkę
mam
pierwszy okres
mama
dała mi podpaskę
na
dwójce leci
pretty
woman
piękna
jest ta przemiana
z
prostytutki w damę
żeby
tylko tamci
na
boisku tak nie klęli
bo
mi wszystko zagłuszają
barbie
mieszkam
w domku
dla
lalek – kupujesz mi
nowe
mebelki
i
faceta bez jaj
bawisz
się mną
a ja
nie narzekam
bo
mówić nie umiem
-
ten pierdolony uśmiech
na
mojej twarzy
koty z cheshire
po
nas zostają uśmiechy. oni się tak z tych trumien wyrywają, chociaż
rodzina
mówi:
pogrzeb już opłacony. i każda alicja wychodzi z krainy
czarów,
skóra jej się marszczy,
wnuki robią laurki na dzień babci. tylko uśmiechy kotów
wiszą w powietrzu. i nigdy nie znikną.
śnieg pada
i
myślę, że księżyc to twój brat bliźniak. śnieg pada, w środku
też zima i dusza
moja przybrała
postać bałwanka. dziadek mróz chodzi po kielcach, och jak się
boję. a ty - szewczyk dratewka
wiele smoków do pokonania stąd. zbierz do kupy
te litery i oddaj je gwiazdom. tak mi przykro.
orzeszkowe ludziki
w
niektórych orzechach mieszkają orzeszkowe ludziki. jeśli
będziesz długo szukał,
jeśli będziesz cierpliwy,
może znajdziesz takiego ludzika. małe, wesołe
stworzonko wyskoczy ze skorupy. będzie trzymało mały
dzwoneczek. kiedy nim
zadzwoni, przyjedzie karetka i dwóch silnych mężczyzn założy ci
kaftan
bezpieczeństwa
w bańce
mydlanej
spadłeś
szklany przyjacielu. ludzie to takie przerośnięte krasnale. a gdzie
sierotka
marysia? – pyta skarlały olbrzym.
ona ma pajęczynę między nogami. sprzątać,
sprzątać. frunę sobie w bańce mydlanej, pośród armatnich kul.
muszę być twardy jak narkotyk
jest
u mnie hannibal lecter. boję się, ale przecież muszę być twardy jak
narkotyk. a
na te wzruszenia to sobie pozwolę
dopiero kiedyś – jak będę starą babcią.
zrobię ci wtedy piękny sweter na drutach. teraz musimy przekuwać swoje
sentymenty w męskie, realistyczne postrzeganie świata. pojedziesz ze
mną na
majorkę?
ach,
żołnierzu jednej nocy
ach,
żołnierzu jednej nocy, czy to ty wystrzeliłeś armatnią kulę księżyca?
śnieg to
napalm – nie wyjdę
z psem. w okopach kołdry pójdę spać. ty będziesz walczył z
gwiazdozbiorem wielka niedźwiedzica. wygrasz.
pan sukienka
wczoraj
wieczorem ty siedziałeś w dziurce, ja wisiałem na wieszaku. ale dzisiaj
już się
we mnie
ubrała moja siostra i nawet jej do twarzy. a ty wyszedłeś z dziurki (bo
w końcu trzeba stawić
czoła problemom stawianym przez życie). mnie też trzeba
porządnie wyprać i wyprasować.
kochanka
świętego mikołaja
no
powiedz mi, czy nie chciałabyś być kochanką świętego mikołaja? czy te
tony
prezentów
tylko dla ciebie nie zrobiłyby na tobie żadnego wrażenia? no powiedz
mi, ale szczerze, czy nie chciałabyś być
kochanką wszystkich jego elfów? czy
nie marzysz o czymś więcej niż podwiędły kwiatek na kolejną rocznicę
ślubu?
moja agnieszka
dzisiaj
rano przy siusianiu mój penis powiedział mi, że ma na imię
agnieszka i jest
romantyczką.
dlaczego, dlaczego wyrywasz sobie co rano te motyle skrzydła? w
nocy znowu odrastają jak zarost na
twojej twarzy. jesteś wróżką i nic tego nie
zmieni. agnieszka poprosiła żebym na dobranoc czytał jej harlequiny.
minotaur
w
majtkach mam naładowaną armatę, jem flaczki. mógłbym cię
pokochać gdybyś
była
inną osobą. ja – minotaur zaszywam nicią ariadny wszystkie błony
dziewicze.
lepszy
kanarek na dachu, niż papuga
na niebie
i
wystarczyłaby mi kropelka wina, żeby się upić, ale musiałbym być
krasnoludkiem.
kochać cię, chociażby na niby, ale coraz więcej mnie na tym świecie,
szczególnie w
okolicach brzucha. a ty i tak najpiękniejsza jesteś tam gdzie cię
nie ma – między nogami.
always
och,
ratuj mnie, ratuj młody poeto – tak ci piszę tego smsa, skoczywszy z
10-tego
piętra. czuję się
jak podpaska always – ze skrzydełkami i krew też będzie. już
zaraz pierdolnę głową o asfalt, pomóż mi!
ostre przedmioty
gdybyś
żyła na innej planecie, to może mogłabyś mówić cipką, ale teraz
upierz mi
skarpety. panna igiełka –
chuda i z otworkiem, o którym marzę od roku. pani
żyleta, co to kolekcjonuje samobójców (ma otwór, o
którym marzę
od pięciu lat).
a ty, panienko osełko, musisz przyznać, że za tępy jestem, aby
zrozumieć
opowieści twoich warg sromowych.
ładne litery
tak całkowicie
uwolnić się od treści, bo w żadnym alfabecie nie ma liter,
którymi chciałbym
pisać.
jak na razie: jeśli choć jednemu analfabecie się ten tomik spodoba,
będę
całkowicie usatysfakcjonowany.